Wota

Wzorem dawnych czasów, szczególnie okresu od XVII do XIX w., który był czasem powrotu do wiary katolickiej i rozkwitu pobożności na Śląsku, powoli, wśród współczesnych katolików powraca tradycja fundowania wot za otrzymane od Stwórcy i Matki Bożej łaski...

  

Na terenie Ziemi Ząbkowickiej jest wiele takich znaków wiary i łask.  Najbardziej znane znajdują się w Sanktuarium Maryjnym Matki Boskiej Bardzkiej w Bardzie.

W tamtejszej Kaplicy Wotywnej znajduje się dzisiaj kilkadziesiąt obrazów i niewielkich obrazków, będących wotami wiernych, jako podzięka za doznane łaski, zwykle uzdrowienie.

Z takimi dowodami podzięki za doznane łaski spotykamy się coraz częściej w różnych miejscach. Ostatnio Pan Jan Radliński nadesłał mi zdjęcia takiego szcegolnego miejsca, znajdującego się w Masywie Brzeźnicy w miejscu, gdzie już od XIX w. znajduje się niewielka kapliczka, upamiętniająca śmiertelny wypadek, jaki tutaj miał wtedy miejsce.

 

Od kilkunastu dni wisi tam na drzewie przed kapliczką również mała, piękna figurka świętego, niestety przeze mnie nierozpoznanego, będąca podzięką Pewnego Pana za doznane w tym miejscu podwójne uzdrowienie!! 

A oto ta niezwykła historia, opowiedziana przez ozdrowionego p. Radlińskiemu:

"Mężczyzna (pragnął zachować anonimowość)  twierdził, ż e dwukrotnie doznał cudu ozdrowienia ze śmiertelnej i nieuleczalnej choroby. Po raz pierwszy 7 lat temu otrzymał diagnozę lekarską nie dającą mu szans przeżycia i po raz drugi 5 lat wstecz, kiedy choroba zżerała mu płuca i lekarze rozłożyli ręce. Wędrował wtedy często w odosobnieniu po ścieżkach Masywu Brzeźnicy, medytując o sensie życia i żegnał się powoli z ziemskim żywotem. I wtedy w 1994 po raz pierwszy stał się cud. W okolicach kapliczki, gdzie przesiadywał w cieniu drzew modląc się do stwórcy, poczuł nagle jakby czyjąś obecność, nie widział jednak nikogo. Usłyszał męski niski głos: „Jesteś uzdrowiony, wiara twoja uzdrowiła cię. Jestem pełen miłości i dobroci, nie ma we mnie gniewu, zawiści i chęci kary. W swoim życiu postępuj tylko z miłością, pomożesz wielu ludziom – więc żyj”. W kilka tygodni później, w trakcie rutynowego badania lekarskiego, lekarz ze zdziwieniem graniczącym z cudem stwierdził, że po chorobie nie został nawet ślad. Badania powtórzono – wyniki dalej wskazywały brak śladu nawet śmiertelnej choroby.

Mężczyzna chciał w jakiś sposób odwdzięczyć się za cud uzdrowienia, z czasem jednak, nie rozumiejąc zasłyszanych słów zapomniał o całej sprawie. W 1996 roku wykryto u niego kolejną śmiertelną chorobę niszczącą płuca. Wtedy cała historia stanęła mu znów w oczach. Osłabienie chorobą bardzo utrudniało mu dotarcie do miejsca, gdzie wcześniej doznał cudu uzdrowienia, jednak czuł, że coś wzywa go znów. Zmęczony i na wpół omdlały z osłabienia dotarł do kapliczki położonej nad Tarnowem, w okolicach fortu grochowskiego. Po długiej modlitwie zasnął. We śnie usłyszał ten sam głos co 2 lata wcześniej: „Jestem Nieskończoną Miłością i Dobrem, będziesz żył, by przekazać to innym, by wiedzieli, że Ja Tylko Kocham, Ja nie karzę”. Kiedy się obudził, poczuł przypływ sił, choroba znów go opuściła, co potwierdziły badania lekarskie".

Można powiedzieć w tym miejscu: "Prawdziwa i głęboka wiara w Boga, poprzedzona dobrymi uczynkami dla innych, czyni prawdziwe CUDA".

Dodał Jerzy Organiściak 29 Aug 2011
Content Management Powered by CuteNews